loadingimg

Wczytuję dane...
Mieszkalne niepokoje
    •  
    • poprzedni
    • następny
    •  
Cena:16,20 PLN
Cena rynkowa: 18.00 PLN
Produkt dostępny!
  • Realizacja zamówienia: 3 dni

średnia: 0.0  ocen: 0
Polecamy także
  • Opis produktu
  • Dane szczegółowe

Pomimo tego, że Petr Hruška nie wierzy w ten dualizm, można z jego poezji wywnioskować, że podmiot jego wierszy potrzebuje w coś wierzyć. W coś, co zwykle przyjmuje się tylko za oczywistość i zwykłą przemilczaną przesłankę wiary jako transcendentalnego przekroczenia. Potrzebuje wierzyć w codzienną realność, w to, że można się z nią i poprzez nią porozumieć. Ta wiara - dla jego generacji - była długo zabroniona. Zamiast niej były widma w postaci politycznych transparentów, martwy język partyjnych dokumentów i mnóstwo działań, które były zbyt wymuszone, żeby mogły być uważane za realne. Realność, ta codzienna, w ten sposób otrzymywała znamię czegoś nieoczywistego, a zarazem - jak to widnieje w Senniku czeskim Vaculika - wyzwalającego. Chwile, kiedy siedzę w pokoju i patrzę na „Ochry ścian / popękane w gałązki cyprysów” - są małym świętem wolności, potwierdzeniem poprzez widziane tego, że jestem, i że to, co widzę, co poprzez widzenie konstytuuję, ma sens. Petr Hruška żyje w przeświadczeniu, że w naszym mieszkaniu czeka na nas wiele takich małych świąt, łask i lęków; trzeba tylko zrobić sobie dla nich czas, a więc: tylko umieć uwolnić je z czasu codzienności umykającej, przenieść do codzienności widzianej, rejestrowanej. Tak, uwolnić je, lecz nie upierać się, że tym, kto to uczynił, byłem ja, tak samo jak nie upierać się przy tym, że wiem, co właściwie uczyniłem: „widzę jakieś szczęście / według wszystkiego / swoje”. Co to u Hruški oznacza? Nie unosić się na fali - a równocześnie tak zupełnie fali powszedniego odczuwania nie opuszczać; nie wmuszać pojedynczym chwilom niczego zbyt swojego - i zarazem nie nadymać się lirycznie chwilami; schodzić jak najniżej - i równocześnie językowo „nie wojować” być chłonnym - ale nie ulegle gładkim; czytelnikowi zaproponować pomocną dłoń (dać mu „swoją” chwilę jako „jego” chwilę) - lecz nie narzucać mu się zbytnio z „pocieszającym” nastrojem. Na pierwszy rzut oka nie chodzi o nic tak światoburczego: tak sobie w swej kuchni lub pokoju oczekiwać, aż to przyjdzie; oczami wodzić po ścianie - żona w kuchni zsuwa pończochy, na kredensie lśni otwieracz do konserw, za oknem grzmi ulica, z krzesła zwisa porozciągany sweter. Też mi coś, chciałoby się powiedzieć. Chodzi jednak o to najtrudniejsze, co czeka poetę, a nie zawsze się przytrafia: „Być w tej chwili”. W pełni istnieć w chwili, która mnie do siebie przywołała. Sprostać poetycko tej chwili, albowiem drugiej takiej chwili już nie będzie. Czytelnik poezji Hruški ma możliwość uświadomienia sobie, że najbardziej oddziałujące rzeczy to zarazem te najprostsze. I tak samo ma okazję poznać, że chodzi częstokroć o rzeczy, które i on bardzo dobrze zna - tylko ich nie widzi. Jioí Trávnieek (fragment posłowia)

    • 1 AUTOR: 
    • Petr Hruska
    • 2 data wydania: 
    • 2011
    • 3 format: 
    • 14.5x20.5 cm
    • 4 LICZBA STRON: 
    • 151
    • 5 Okładka: 
    • broszura
    • 7 Wydawca: 
    • Instytut Mikołowski